Uwielbiam pisać, więc piszę bloga. Moje motto: A Prawda i tak nas zaskoczy...
Kategorie: Wszystkie | Biblioteka | Czytelnia | Wszechświat | Z głowy
RSS
środa, 23 grudnia 2015
Typy ludzi przy wigilijnym stole

Typy ludzi przy wigilijnym stole:


1. Kolędnik - zachęca wszystkich do kolędowania, a potem zaczyna śpiewać sam idealnie fałszując każdą nutę.

2. Tradycjonalista - wszystko musi być idealnie i zgodnie z tradycją (np. liczy potrawy - musi być ich 12).

3. Wieczne dziecko - co 15 min pyta kiedy może otworzyć prezenty.

4. Głodomor - chyba był na diecie że mieści te wszystkie potrawy.

5. Organizator - gospodarz wigilii, niczym kelner ciągle coś donosi, odnosi i nigdy nie siedzi spokojnie, siada z brzegu.

6. Niezapowiedziany gość / zbłąkany wędrowiec - każdy co roku modli się by się nie zjawił.

7. Stylista choinki - co chwile poprawia bombki i łańcuszki, a potem sprawdza efekt swych działań kręcąc z niesmakiem głową.

8. Czarnowidz - sprowadza rozmowy na temat polityki, potem narzeka jak jest źle by na końcu stwierdzić że "to pewnie nasza ostatnia wigilia".

9. Spragniony - kolejne kolejeczki zajada wigilijnymi potrawami by o 20 tradycyjnie zasnąć przy stole.

10. Mikołaj - co roku musi rozdawać prezenty spod choinki i szczerze w duchu tego nienawidzi, ale wszyscy twierdzą że on to robi najlepiej nie dostrzegając jego udręczonej miny.

11. Swatka - co roku pyta, kiedy ślub, wesele no i dzieci, proponuje ci spotkanie z własnym kuzynem.

12. Gracz - marzy by wrócić do gry, całą wigilię próbuje grać choć na komórce, a gdy nie ma tej możliwości trzęsą mu się ręce.

13. Duch - niby jest ale go nie ma, nie rozmawia, nie je oraz znika po angielsku.

Tagi: święta
14:01, jaastankiewicz , Z głowy
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 14 grudnia 2015
Śmierć jesiennego liścia

Na początku był zalążkiem. Lecz już nie mógł się doczekać aby ujrzeć wspaniałości świata. Nadchodziła wiosna a on był pierwszym z pąków wiśni. Drzewo wiśni zaś była mu i matką i ojcem. Rodzic często opowiadał o świecie, a pąk słuchał z uwagą i fascynacją. Pąk bowiem jedynie z początku odczuwał. Czuł ciepłe promienie słońca, tchnienie wiatru oraz wspaniałe krople wody spadające z nieba. Były to przepiękne uczucia, takie które pąk kochał najbardziej na świecie.

Potem z wolna pąk rósł aż przemienił się w zielony listek. Listek spojrzał na świat i zobaczył, że nie jest sam jak dotąd sądził. Uważał dotychczas że jest jedynym dzieckiem wiśni, więc z jednej strony zmartwiła go myśl, że wcale nie jest taki wyjątkowy, lecz z drugiej strony ucieszył się z towarzystwa i zaprzyjaźnił z pobliskimi listkami. 

W ten sposób do listy ulubionych uczuć liścia doszła radość odczuwana z powodu posiadania przyjaciół. Młode liście niewiele wiedziały o życiu i o świecie więc z początku nadal z uwagą wsłuchiwały się w opowieści rodzica- wiśni. Z czasem  jednak ich własne dialogi zagłuszyły cichy głos rodzica. Szumiąc liście zajmowały się najbardziej świeżymi ploteczkami.

Pewnego dnia całkiem nieoczekiwanie wśród liści pojawiła się przerażająca plotka.
- Podobno nie zawsze będziemy połączone z drzewem. Pewnego dnia oderwiemy się od niego i opadniemy na ziemię - powiedział jeden z liści.
- Co za głupoty! - oburzyły się inne liście.
- Toż to jakieś baśnie - odezwały się inne.
- Ale co to właściwie znaczy? - zapytał listek.

To było mądre pytanie, a na takie odpowiedzi znało drzewo wiśni.
- Cóż, przyjdzie czas jesieni, gdy się zestarzejcie, wasze siły opadną i wy opadniecie. To stary proces powtarzający się co roku. Dla was to śmierć ale dla innych cykl. - powiedziała wiśnia.

Lecz listki nie pojęły odpowiedzi, nawet nie starały się zbytnio. Nadeszło bowiem lato a na wiśni pojawiły się nowe mieszkanki drzewa - kwiaty. Liście całkowicie zapomniały o dziwnej jesieni i zajęły się kwiatami. Listek również z upodobaniem wpatrywał się kwiatek. - Jaka ona piękna - myślał za każdym razem patrząc na nią. Listek odważył się i zagadał do białego kwiatka. Rozmawiali tak całymi dniami. 

Któregoś dnia do kwiatka podleciała pszczoła.
- Zostaw mą ukochaną! - oburzył się listek. Szumiał z takim zapałem, że wkrótce przepędził pszczołę. Potem jednak się coś zmieniło. Kwiatek który był tak drogi listkowi uległ całkowitej przemianie. 

Ta zmiana bardzo się nie podobała listkowi. Tak jak kochał kwiatek tak nienawidził tego owocu.  Zaś młoda wisienka cierpiała bardzo. Pamiętała wszystko co się zdarzyło gdy była jeszcze kwiatem. Nie mogła pojąć dlaczego listek teraz jej nie poznaje. Listek długo się nie odzywał do wisienki. Lecz wzajemne sąsiedztwo z czasem usunęło zgorzkniałość listka.  Na nowo odżyło w nim uczucie jakie żywił do kwiatka i poczuł je teraz do wisienki.

Dni mijały, aż znów spokój listka został naruszony. Przyleciał szpak i usiadł na gałązce wiśni. Długo wpatrywał się czarnym okiem w wisienkę. Listek poczuł wielki niepokój. Lecz nim cokolwiek zrobił, szpak chwycił wisienkę i ją zerwał. Tak właśnie listek utracił swoją ukochaną. To całkowicie go załamało. Smętnie wisiał szumiąc smutno. Nawet nie zauważył gdy z wolna dni zaczęły być krótsze i zimniejsze. Nie zauważył jak pożółkł i zmalał. Nie dostrzegł jak inne liście również się zestarzały. Nie widział jak pierwsze liście zaczęły opadać z drzewa wiśni.

Nadszedł i jego dzień śmierci. Wiatr z lekkością go zerwał i dmuchnął w dal. Liść opanował nagły strach. Nie wiedział co teraz z nim będzie. Utraciwszy połączenie z rodzicem - wiśnią  popadł w przerażenie. Czuł że zbliża się jego śmierć - coś o czym tak dawno temu słyszał i nigdy o tym nie myślał. Nie był przygotowany.

Z wolna liść opadł na ziemię. Lecz nie był to jego koniec. Będąc przekonany, że to jego ostatnie chwile dopiero leżąc na ziemi dostrzegł to co niegdyś tak go fascynowało. Zobaczył wspaniałości świata. Znów poczuł całym sobą promienie słońca, tchnienie wiatru i krople deszczu - te rzeczy które cenił niegdyś tak bardzo, a potem o nich zapomniał uważając je za naturalne. Liść poczuł coś nowego -  tętno ziemi, jej wolny ruch, jej drgania i wibracje. Poczuł jak ziemia go z wolna wchłania. Zatracił się w niej całkowicie.

Gdy już był głęboko natknął się na przeszkodę. Myślał z początku, że to jakiś kamień. Lecz to coś było okrągłe i liść wyczuł, że tak jak i on na swój sposób żywe.
- Kim jesteś? - zapytał liść.
- To ja - odparł mu znany głos. 

Tak właśnie liść odnalazł swoją wisienkę, a właściwie jej pestkę. Przytulili się do siebie. Milczeli oboje bowiem nauczyli się, że słowa nie są w stanie wyrazić miłości. Tak otuleni w ziemi nie mieli nawet pojęcia o zimie panującej nad ziemią. 

Pewnego dnia zrobiło się jakby cieplej i od tego dnia pestka zaczęła kolejną przemianę. Dusza liścia z radością towarzyszyła temu procesowi. W cudowny sposób liść czuł, że  on zawsze trwać będzie tak długo jak cykl będzie się powtarzać. Pestka puściła pęd w górę, i korzenie w ziemię. Kiedyś będzie wiśnią, a potem czeka ich zupełnie nowy rozdział, inny cykl, lecz mając siebie już nie bali się. Pojęli bowiem znaczenie śmierci.

wtorek, 08 grudnia 2015
Słowa trudne i zawiłe

Twierdzenie, że jestem pisarką jest błędna. Dlatego tytułuję siebie pisarką-amatorką. Słowa zawsze bowiem sprawiały mi kłopot w pisowni bądź w wymowie. Zatem od zawsze miałam kłopot z "chrząszcz brzmi w trzcinie" zarówno na papierze jak i w ustach. Czasem wychodziły z tego śmieszne sytuacje, a czasem nieco wstydliwe. Wstydliwe zwłaszcza wtedy gdy pomyłki zdarzały mi się publicznie, lub błędy były wyjątkowo ostro krytykowane. Zawsze jednak słowo, zwłaszcza pisane stanowiło dla mnie pewien problem. Mimo całej swej wiedzy i chęci nigdy nie opanowałam do perfekcji poprawnej pisowni, do dziś posiłkuje się autokorektą (która niestety nie zawsze wyłapuje błędy), do tego dochodzi również problem z interpunkcją. Dawno temu stwierdzono, że ja nigdy się tego nie nauczę, doszyto mi łatkę "dysortografia". Mimo to nadal piszę. Cóż mi innego pozostało, jak przelać myśli na papier (zwykły lub wirtualnie elektroniczny). Podsumowując potrzebna mi BETA, osoba potrafiąca szlifować tekst, poprawiać styl, ortografię i interpunkcję. Ponad to BETA musiałaby pracować hobbystycznie lub charytatywnie. Obecnie bowiem nie stać mnie na przysłowiowe waciki co dopiero na gażę dla takiego pracownika. Nic to. Chwilowo należy pogodzić się z faktem że na pewne rzeczy nic nie poradzę :) 

 

Żur wrze w garze, gar na żarze,

To się skończy na pożarze.

niedziela, 06 grudnia 2015
Dzień tygodnia

Aktualnie pracuję w firmie dla której weekendy nie są dniami wolnymi. Oznacza to że piątek, świątek czy niedziela według grafiku mogę pracować. Taki system pracy rozwala człowieka. Mylą się dni tygodnia, trudno zapamiętać jaki dziś dzień, a jeszcze trudniej jaki dzień tygodnia.

W zeszłą niedzielę wychodząc do pracy nie mogłam pozbyć się zdziwienia. Toż to godzina 11 co tak dużo ludzi? Zastanawiałam się. Dlaczego nie w pracy? Dlaczego sklepik z warzywami zamknięty? Lecz w żaden sposób nie skojarzyłam, że na te pytania jest jedna odpowiedź: Jest niedziela. Podobnie ostatnio myślałam w piątek, że jest środa. Taka przewrotność umysłu przyzwyczajonego, że wolne wypada konkretnego dnia tygodnia, a nie na przykład we wtorek. 

Odnośnie niedzieli przypomniała mi się etymologia tego słowa. Nie-dziela – znaczy nie działać. Co ciekawe w angielskim jest to dzień słońca. W angielskich dniach tygodnia poukrywali się zresztą starożytni bogowie-planety.

 Nic to. Kolejna u mnie nie nie-dziela. Szykuję się do pracy.

10:13, jaastankiewicz , Z głowy
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 grudnia 2015
Mały Książę

Obudziłam się można by tak rzec. Lecz nie obudziłam się ze snu. Obudziłam się z marazmu. Oby dobry los mi sprzyjał jak najdłużej. Jeśli zaś już mowa o życzeniowym myśleniu niech stan ten trwa wiecznie. Przebudziłam się z ogromnym bólem głowy ale również z wielką nadzieją. Obecnie tkwię w dziwnej szczęśliwości. Czuję jak odzyskuje siebie.

Wszystko zaczęło się od drobnej zmiany. Właściwie zaczęło się od myśli. Zatem na początku pomyślałam, że dawno niczego nie napisałam. Zupełnie nic. Zero opowiadań, żadnej fraszki, ni wersetu wiersza.

Niedługo potem byłam w bibliotece szukając jakiejś dobrej książki. Brałam tytuł za tytułem czytałam tylnią stronę okładki i odkładałam zniesmaczona. To nie to. Nie tej książki szukam. Przez chwilę przystanęłam bo przeszła mnie dość dziwna myśl że szukam książki napisanej własną ręką.

Lecz powrót do pisania nie jest prostą sprawą. Zwłaszcza że przyzwyczajona do czegoś innego świadomość uparcie i automatycznie powtarza zapisanie schematy. Pierwsze słowa zaczęły wychodzić w bólach. Potem nie było wcale lepiej. Jak zwykle stanęłam przed problemem wielu możliwości i nie wiedziałam sama co ze swej skarbnicy pomysłów chce wyciągnąć najpierw.

Początkowo chciałam napisać o Lily mojej ulubionej postaci z księgozbioru mych nienapisanych opowieści. Lecz opowieść Lily mimo swej doskonałości nie chciała się zacząć. Każdy z początków wydawał mi się trywialny z punktu widzenia całości. Nawet gdy chciałam zaczynać od środka a nawet końca miało to mierne skutki i kończyło się na kilku zdaniach, które potem komisyjnie lądowały w koszu.

Potem napisałam felieton, całkiem zgrabny. Dostałam za niego sporo pochwał lecz nie starczyło to jako motywacja na długo. Zaczęłam zatem szukać motywacji. Obejrzałam ze 20 filmów motywacyjnych. Obejrzałam też parę klasyków z których nijako Lily czerpie swoje źródło. Również bez efektu. Lecz szukałam dalej sięgnęłam dalej niż kiedykolwiek wcześniej bo zaczęłam szukać pośród baśni braci Grimm. Nadmienię iż znam już każdą możliwą baśń Grimm. Jednak się myliłam przez zupełny przypadek natknęłam się na „Niedźwiedzią Skórę” i od razu się zachwyciłam. Opowiadanie Lily poszło w odstawkę. Zaczęłam bowiem budować coś zupełnie nowego posilając się tą baśnią braci Grimm.

Nadal jednak wszystko idzie powoli. Lecz jestem dobrej myśli. Dostałam bowiem całkiem niedawno nieoczekiwanego pomocnika, który mam nadzieje utrzyma mają motywację na bardzo długo. Pojawił się Mały Książę. Jego pojawienie się do dzieło szczęśliwego zbiegu okoliczności, które były moim udziałem niegdyś codziennie, a do niedawna całkiem o nich zapomniałam.

Najpierw zobaczyłam Małego Księcia w postaci książki u koleżanki z pracy. Zachwyciłam się jak małe dziecko które właśnie zobaczyło że dostało coś wspaniałego pod choinką. Potem pomyślałam że dobrze byłoby sięgnąć po tę książkę z dzieciństwa. Ale zaraz… przecież jest film, którego jeszcze nie widziałam. Pomyślałam że mogłabym go zobaczyć. Lecz myśl ta umknęła mi jakoś w tej codziennej bieganinie. Jakie więc było moje zdziwienie gdy Mały Książę sam upomniał się o siebie. Kilka dni po tym jak widziałam go jako książkę pojawił się w słowach narzeczonego: Masz ochotę obejrzeć Małego Księcia?Moje zdziwienie było ogromne tym bardziej że nie mówiłam narzeczonemu o tym jak ledwie kilka dni wcześniej zachwyciłam się książką.

Pół filmu przepłakałam. Lecz znalazłam dzięki temu to czego tak bardzo szukałam. Obudziłam się. Teraz się nie poddam. Nie zaprzestanę. Nie będę mieć wątpliwości. Znalazłam swe wewnętrzne dziecko, swoją Różę. Stworzenie to jest uparte i zawsze osiąga swój cel. Piszę za mnie tę stronę. Przecież ja bym nie mogła napisać z lekkością całej strony w pół godziny, tak jakby było to coś co robię codziennie. Dawna ja nie mogłaby napisać nawet kilku zdać. Gdyby zaś jakimś cudem jej się to udało natychmiast zniszczyłaby swe zdania. Odzyskana ja nie może się zatrzymać. Chcę pisać. Dwa palce na klawiaturze nie chcą się zatrzymać (tak wiem to wstyd że pisze dwoma palcami) . Dostaję słowotoku, słowa sypią się niczym śniegowa zamieć. Ratunku!!!

Pragnę mimo wszystko tego o zgrozo szaleństwa niż smutnej stagnacji. Boję się bowiem że jeśli miałabym znów stracić tę zdolność ona opuściłabym mnie już na zawsze. Chcę pisać!!!

 

środa, 25 września 2013

Recenzja:
autor: Elias Canetti
tytuł: Tajemne serce zegara

Nie dla wszystkich, ale na pewno dla wielbicieli "słowa". Dla tych którym nie strasznie myśli wyrwane ale niosące niezwykły ładunek mądrości życiowej, by czytając nigdy nie osiągnąć przesytu. Każde zdanie wypieszczone będące niczym diament. Aż chcesz zgodnie ze słowami autora: "Najbardziej życzysz sobie - jakże skromnie! - nieśmiertelności czytania".

Polecam również recenzję z linka: 

Tajemne serce zegara - recenzja

Tagi: recenzje
21:32, jaastankiewicz
Link Komentarze (1) »
wtorek, 26 marca 2013
Arabska pieśń

Recenzja:
autor: Leila Aboulela
tytuł: Arabska pieśń

Czytając tę pozycję miałam silne wrażenie że autorka nie wiedziała o kim tak naprawdę chce napisać, więc połączyła kilka wątków i opowieści. Dość ciężka poprzez opisy które nieco przytłaczają. Z drugiej strony niezwykle wzruszająca i życiowa. Polecam miłośnikom klasycznej powieści obyczajowej, oraz miłośnikom literatury arabskiej.

W mojej skali 5/10.

Tagi: recenzje
23:45, jaastankiewicz , Czytelnia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 stycznia 2013
list

Droga Em,

Jeśli otrzymałaś ten list znaczy, że mój przyjaciel Mr.T. nie widział mnie od tygodnia. Znaczy to również, że znalazłem się w nie lada opałach.
Jedynie wam obojgu jestem w stanie zaufać. Wiem że będziecie chcieli mnie odszukać.
Pracowałem ostatnio nad prostą sprawą, ale ona doprowadziła mnie do czegoś o wiele bardziej poważnego, czegoś o wymiarze światowym.
Zaciekawiłem? Mam taką nadzieję.
Wszelkie szczegóły i dokumenty znajdziesz w naszej tajnej skrytce.
Pośpiesz się FBI cały czas deptało mi po piętach mając nadzieję, że wykradną mi wszelkie poszlaki i wskazówki, oraz że zasługi przypiszą sobie.

Pozdrawiam,
Kochający Wuj
Detektyw William Fox


Ps. Tak na wszelki wypadek:
Ps. 2. Koziorożec mieszka na pierwszym pierwszym piętrze, a na stole jest srebrna zastawa i gdy myślisz, że późno tam i najlepsza zabawa.

Ps. 3. W rybie ości nie znajdziesz jak w mące i garści gazet Merkurego wskazówkę.

20:47, jaastankiewicz , Czytelnia
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 stycznia 2013
Alef

Recenzja:

tytuł: Alef
autor: Paulo Coelho

Myślałam, że przeczytam coś co jest tak proste i piękne jak "Alchemik", niestety napotkałam zagmatwaną fabułę do której czytelnik zostaje brutalnie wrzucony i właściwie nie wiadomo o co chodzi. O romans, o przeszłe wcielenia? O metafizykę czy o cielesność? Nie przetrwałam do końca pozycji choć usilnie się starałam. Nie polecam, albo inaczej wyłącznie dla fanów Coelho. Moja ocena to 3/10.

Tagi: recenzje
21:55, jaastankiewicz , Czytelnia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 stycznia 2013
Zagadka Foxa

Witam,
Drodzy czytelnicy zapraszam was w tym roku do zaczytania się w opowiadaniu które będzie się tu pojawiało odcinkami.
Opowieść jaką będziecie czytać należy do gatunku detektywistycznych mogą się pojawić również wątki sf, spisku, romanse, oraz co jeszcze mi przyjdzie do głowy, niewątpliwym atutem powieści jest bowiem fakt, że powstaje na żywo i sama jeszcze nie wiem dokąd mnie doprowadzi.
Zapraszam zatem na prolog powieści o tytule roboczym: Zagadka Foxa

Zagadka Foxa: Prolog

- Nie pozwolę na to – rzekł cicho w przestrzeń.
- Nigdy na to nie pozwolę – powtórzył. Wyraźniej, a jego słowa odbiły się echem po pomieszczeniu. Białe ściany sterylnego laboratorium zwielokrotniły jego głos tak, że dotarł on do naukowca pracującego na drugim końcu sali. Naukowiec obrócił się w jego kierunku z miną pogardy wykrzywioną na ustach. Mimo wielkich, grubych niczym dna butelek okularów widać było że i jego wzrok wyraża jedynie pogardę.
- Panie detektywie, niech się Pan uspokoi.- rzekł w odpowiedzi.
Detektyw siedział na podłodze ze związanymi ciasno sznurem nadgarstkami i nogami, był obecnie więźniem tego szalonego naukowca.
- Dlaczego to robisz? - zapytał detektyw.
- Bo taka jest kolej rzeczy. Historia żąda ofiar aby zostać zapamiętaną na długo. Nikt nie pamięta uczynków dobra dostatecznie długo jak uczynków zła. - rzekł naukowiec.
- Ależ to nie ma najmniejszego sensu – odparł detektyw.
- Dla Pana nie ma sensu, dla mnie to jest jasne jak słońce – rzekł naukowiec, a następnie z wolna podszedł do detektywa, pochylił się nad nim i rzekł – Dobranoc Mr. Fox – a następnie przyłożył do jego ust chusteczkę nasączoną chloroformem.

20:33, jaastankiewicz , Czytelnia
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 35
Jesteś

gościem!